Wywiad z Abhijatą Sridhar Iyengar

Wywiad z Abhijatą Sridhar Iyengar

ABHIJATA SRIDHAR IYENGAR, wnuczka B.K.S. Iyengara, prowadziła w roku 2012 Konwencję Jogi w Niemczech. Irene Nießen wykorzystała tę wyjątkową okazję do porozmawiania z Abhijatą na temat (jak to określiła) „nowej generacji Iyengarów”, ich poglądów, przyszłości jogi, podejścia do rodziny, nauczania itd. Artykuł ukazał się w magazynie Yoga Journal. Autorką powyższego zdjęcia jest również Irene Nießen. Dzięki jej uprzejmości zamieszczam tłumaczenie wywiadu, jak również świetnie ujęcie Abhijaty.

Joga – język,  który każdy może zrozumieć. Wywiad z Abhijatą Sridhar Iyengar.

30-letnia wnuczka B.K.S. Iyengara, ABHIJATA SRIDHAR IYENGAR, jest na najlepszej drodze do tego, aby pójść w ślady swojego słynnego dziadka, który szkolił ją od młodości. Naucza w RIMYI (Instytut Jogi Iyengara Ramamani) w Punie i w ostatnich latach regularnie towarzyszy swojej ciotce, Geecie Iyengar,   jako asystentka podczas międzynarodowych konwencji jogi.

W maju 2012 Abhijata Sridhar Iyengar poprowadziła Konwencję Jogi Iyengara w Niemczech – jak dotychczas największą tego typu.

Irene Nießen: Podczas konwencji  nauczała Pani jednocześnie 300 praktykujących, spokojna i skoncentrowana. Skąd czerpie Pani ten spokój?

ABHIJATA SRIDHAR IYENGAR: Mieszkam w Punie i uczę się od samego Gurujiego. Nie ma nic wspanialszego.

Kiedy mówi Pani o swoim dziadku, nazywa go Pani ” Guruji”.

Stosuję to określenie, ponieważ ludzie je rozumieją. Sama nie zwracam się do niego per Guruji, tylko „Tata”. To tamilskie określenie dziadka.

Jaki jest Pani stosunek do niego?

Jest moim dziadkiem. Ale kiedy naucza, nie przypuszczam, żeby widział we mnie swoją wnuczkę. W każdym razie on sam mówi innym: ona nie jest moją wnuczką, kiedy uczę. I twierdzi, że nie jest bardziej pobłażliwy w stosunku do mnie, niż do innych uczniów. Kiedy  mnie naucza, to nasza relacja jest relacją między nauczycielem i uczniem, między Guru i Shishya. Niczym więcej.

A mimo to wasza relacja różni się od innych relacji nauczyciel-uczeń …

To prawda. Jestem szczęśliwa, że urodziłam się w tej rodzinie. Odkąd pamiętam, zawsze byłam w rękach Gurujiego. Jest to szczególna więź. Ale myślę, że wielu uczniów Gurujiego, seniorów, którzy długo z nim współpracują, również doświadcza tej szczególnej więzi.

Kiedy zaczęła Pani praktykować jogę?

Urodziłam się wprawdzie w Punie, ale mieszkałam do 2000 roku w Chennai w Tamil Nadu. W wieku 17 lat przeniosłam się z powrotem do Puny, aby skończyć szkołę. W tym samym czasie zaczęłam na poważnie brać udział w zajęciach jogi. Dotychczas miałem słabe pojęcie o praktyce. Chociaż zawsze miałam ze sobą „Światło jogi” i jeśli naszła mnie ochota, żeby trochę poćwiczyć, co zdarzało się rzadko, kładłam książkę przed sobą, spoglądałam na zdjęcia i starałam się odwzorować pozycje. Ale szczerze mówiąc rzadko zaglądałam do książki, tak naprawdę tylko w czasie egzaminów. Koncentrowałam się na działaniu poszczególnych asan i wybierałam te, które mogły mi pomóc w danej sytuacji. Zastanawiałam się na przykład, jakie ćwiczenia są dobre, aby zyskać jasność umysłu, a które pomogą mi się uspokoić.

Kiedy zapłonął w Pani prawdziwy ogień?

Pierwsze pięć lat regularnie uczęszczałam na zajęcia, na których uczyła mnie głównie ciocia Geeta i mój wujek Prashant, ponieważ od 2000 roku Guruji coraz częściej uczył klasy ogólne. Po ukończeniu studiów zoologii i bioinformatyki w 2005 roku miałam do wyboru: albo kontynuować naukę i zrobić doktorat, co oznaczałoby sześć kolejnych lat ciężkiej nauki, albo zająć się jogą. W czasie studiów nie miałam nawet czasu, aby uczęszczać na zajęcia w klasach ogólnych. Nie chciałam jednak rezygnować z jogi. Chciałam być w instytucie. Więc postanowiłam zrobić sobie przerwę i spędzić tyle czasu, ile to możliwe w instytucie i po roku zobaczyć, jak będę się z tym czuła.

I co było po tym roku?

Kolejny rok i następny, i kolejne lata. Problem „studia czy joga” sam się rozwiązał. (śmiech)

Siedem lat później prowadzi Pani największe wydarzenie Jogi Iyengara w Niemczech. Można to określić mianem „robienia kariery”?

Patrząc z boku jest to wielka rzecz związana z dużą odpowiedzialnością za to, aby przekazać coś tak wielu ludziom. Oni przychodzą, ponieważ wiedzą, że będzie uczyć wnuczka Gurujiego, której korzenie sięgają źródeł w Punie. To jedno. Druga sprawa ​​to fakt, że to, co otrzymałam od tych trzech osób w Punie [Gurudżi, Geeta i Prashant] jest tak rozległe, tak wyjątkowe, tak prawdziwe, że moje nauczanie jest po prostu dzieleniem się tą wiedzą. To się dzieje automatycznie.

Czy odczuwa Pani przy tym wszystkim rodzaj presji, aby sprostać pewnym oczekiwaniom?

Nie chciałabym bagatelizować tej kwestii, ale nie odczuwam żadnej presji. Z pewnością jeszcze cztery lata temu byłoby inaczej. Ale po całej tej nauce, praktyce w Punie, nie czuję presji.

Jogę Iyengara charakteryzuje dokładność i głębia. Czy ta forma jogi jest „dla mas”?

Guruji mówi zawsze: joga jest dla każdego. W momencie, kiedy w latach trzydziestych ubiegłego wieku zaczynał ćwiczyć, joga nie była uznawana. Ani w Indiach, ani nigdzie indziej. Guruji musiał zaczynać od podstaw, musiał  przybliżyć ludziom temat, zainteresować nim, żeby w końcu ich przekonać. To była długa i kręta droga. Obecnie joga to siła jednocząca ludzi na całym świecie. Joga jest jak język, który każdy może zrozumieć. Joga ułatwia życie, czyni je lepszym.

Szczególną cech jogi Iyengara jest zastosowanie pomocy, tzw. propsów. Podstawowe z nich to kostki, bolstery, koce, liny, krzesła.

Pominęła Pani absolutnie najważniejsze: własne ciało. „Ciało to mój podstawowy rekwizyt”. To wspaniałe stwierdzenie Gurujiego dowodzi jego głębokiej mądrości. Życie stawia nas w określonym czasie i miejscu, a my musimy wykorzystać jak najlepiej to, co mamy. Nasze ciało jest naszym narzędziem, rodzimy się z nim. Wszystko inne zdobywamy później. Ale ciało mamy od początku. Możemy z nim pracować. W jodze uczymy się, jak możemy wykorzystać nasze ciała – indywidualnie i na swój własny sposób. Ponieważ każde ciało jest inne. Nie powinniśmy więc porównywać się z innymi. To nie ma żadnego sensu. Naucz się, jak pracować ze swoim ciałem. Innego nie masz.

Czy to oznacza, że odnosimy się tylko do ciała?

Każdy przychodzi na jogę, aby zyskać zdrowie – fizyczne, psychiczne i duchowe. Guruji mówi, że bez względu na powód najważniejsze, żeby zacząć. Zobaczysz, jakie bogactwa może ci zaoferować joga. Ponieważ według Gurujiego zdrowie to zdrowie fizyczne, fizjologiczne, umysłowe, psychiczne, intelektualne i emocjonalne, to jest zdrowie świadomości, zdrowie sumienia, zdrowie duchowe. W końcu osiągniesz boskie zdrowie. Ale trzeba zacząć.

W odniesieniu do  B.K.S. Iyengara stosuje Pani zawsze określenie  ” beauty of the pose „. Co dokładnie chce Pani wyrazić?

Piękno, które mam na myśli, wykracza daleko poza to, co nazywamy elastycznym ciałem. Asany Gurujiego wyglądają pięknie, artystycznie, są pełne wdzięku. Gdy umysł jest połączony ze wszystkimi częściami ciała, przepływa energia. Wówczas emanuje piękno. Gdy umysł i inteligencja nie są połączone z ciałem, ciało nie może emitować wewnętrznego światła. Chodzi tu o emanację w najczystszym znaczeniu tego słowa.

Porozmawiajmy o pojęciu, które od razu kojarzymy z jogą: Guru. Co Pani pod tym rozumie?

Guru to ktoś, kogo całkowicie akceptujesz. Bez żadnych kalkulacji, oczekiwań, uprzedzeń, bez strachu, bez niechęci. Ktoś, komu poddajesz się bezwarunkowo.

To zakłada ogromne zaufanie ze strony studentów i wielką odpowiedzialność po stronie nauczycieli.

Absolutnie. I w tym sensie Guruji jest dla mnie guru. W jego obecności nie ujawnia się moje ego. I nie mam tu na myśli powszechnie rozumianej pychy i arogancji, ale tożsamość. Kiedy ćwiczę z Gurujim, kiedy on mnie uczy i gdy nieraz mają miejsce niewiarygodnie wspaniałe rzeczy w mojej praktyce, nie mam poczucia, że to ja tego dokonałam.

Czuje się Pani zależna?

Oj, muszę pomyśleć. Jestem niezależna. I jestem też bardzo związana.

Jak odczuwa Pani swoją niezależność? Widzi Pani w sobie posłańca?

Czuję niezależność w tym sensie, że jestem tutaj, aby nauczać, a nie przekazywać nauki Gurujiego. Nie mam takich kwalifikacji. On daje mi tak wiele, że nie byłabym w stanie przekazać dalej tyle samo. Coś po drodze mogłoby umknąć. W związku z tym nie jestem żadnym posłańcem, tylko przekazuję dalej to, czego się dowiedziałam od niego, co wchłonęłam wraz z jego nauką. To tylko kilka kropli z oceanu jego ogromnej wiedzy. Dzięki praktyce tych kilka kropli to już bardzo dużo. Pozwalają nam one ocenić, jak duży jest ten ocean.

Jak wygląda Pani normalne życie?

Muszę przyznać, że spędzam dużo czasu w instytucie. Ale jestem też zwykłym człowiekiem, który ma przyjaciół. W zeszłym roku wyszłam za mąż.

Czy twój mąż również praktykuje jogę?

Wciąż się uczy. Zanim mnie poznał, nie miał z jogą nic wspólnego.

Od kiedy podróżuje Pani po Europie z „jogiczną misją”?

Trzy lata temu towarzyszyłam cioci Geecie Iyengar podczas Konwencji Jogi  w Kolonii jako asystentka. To była moja pierwsza podróż do Niemiec. Do tej pory byłam w Anglii, w zeszłym roku uczyłam na konwencji we Francji, a w tym roku w Hiszpanii, Belgii i Niemczech.

Co  oznacza dla Pani nosić nazwisko Iyengar? Czy jest Pani z niego dumna?

Dumnym można być z czegoś, co udało się osiągnąć. W tym sensie określenie to nie jest właściwe. Nie jest moją zasługą to, że urodziłam się w tej rodzinie. Dla mnie to jest błogosławieństwo. Jestem szczęśliwa z tego powodu.

Co z innymi wnukami?

Guruji ma jeszcze czterech wnuków. Biorą udział w zajęciach, ale sami nie nauczają. Jestem jedyną, która uczy.

Czy joga Iyengara to sprawa rodzinna?

Brzmi to jakoś negatywnie. Wprawdzie należę do rodziny, ale jest tak wiele innych osób, które pracowały z Gurujim jeszcze zanim się urodziłam, a które nie są członkami rodziny, że nie można tu mówić o sprawie rodzinnej.

Joga Iyengara znana jest ze swojej surowej certyfikacji. Jaki certyfikat Pani posiada?

Żadnego. Gurujii mówi, że nie ma żadnego certyfikatu. Geeta i Prashant również mówią, że nie posiadają certyfikatów. Nie mówią tego dlatego, że się skarżą, ale po prostu, aby podkreślić, że certyfikat nie jest tu najważniejszy. Posiadam tylko zgodę Gurujiego, aby nauczać. To on mnie tu skierował.

Czy uważa się Pani za nauczyciela jogi?

Powiedziałbym raczej, że uczę jogi. Jeśli nazwałabym siebie nauczycielem jogi, nacisk położony byłby na słowo nauczyciel. Kiedy mówię, że uczę jogi, uwaga skupia się na samej jodze. Gdyby chodziło o branżę IT, określiłabym siebie jako programistkę. Ale jeśli chodzi o jogę, gdzie z jednej strony mam do czynienia ze swoim ciałem i umysłem, a z drugiej strony z ciałem i umysłem innych osób, myślę, że moja tożsamość nie jest najważniejsza. Ale jeszcze się nad tym nie zastanawiałam..

Kto może przyjechać do Puny?

Ze względu na ograniczoną przestrzeń w Instytucie, opracowaliśmy system, według którego przyjmujemy zgłoszenia. Warunkiem koniecznym jest przynajmniej 8 lat praktyki  jogi Iyengara. Do tego rekomendacja miejscowego nauczyciela. Jeśli aplikujący spełnia te warunki, zostaje wpisany na listę oczekujących i ostatecznie dopuszczony na cztery lub osiem tygodni nauki.

Jaki przekaz Pani zdaniem niesie joga?

Jest we mnie silne przekonanie, że każdy z nas, kto miał okazję dzielić czas i przestrzeń z Gurujim, może uznać się za szczęściarza. Życie w czasach Gurujiego, w jego obecności, jest wielkim błogosławieństwem.

Ostatnie pytanie: co oznacza imię Abhijata?

To Guruji wybrał to imię. Pochodzi z sanskrytu i pojawia się w Jogasutrach Patańdżalego 1.41 i oznacza „czysty, przezroczysty klejnot” pochodzenia szlacheckiego.

*Autorką artykułu w oryginale i zdjęcia jest Irene Nießen, dziennikarka (www.medienbuero-niessen.de) i nauczycielka jogi (www.yogaloft-frankfurt.de); wywiad ukazał się na łamach Yoga Journal 05/2012

Aktualności, Wywiady i ciekawostki ,